michal

NA WARIOGRAFIE: MICHAŁ SZOSTAK


Jestem…
Krakusem – tak! To oznacza, że pochodzę z miasta, w którym żył ostatni smok w tym kraju. Podobno, kiedy byłem mały, przyszedł w środku nocy i przekazał mi swoje skrzydła, abym, kiedy już dorosnę, doleciał na nich, gdzie tylko zechcę. Cóż… nie do końca wierzę w tę historię, ale babcia się upiera, że tak było. Obecnie latam raczej pociągami. Głównie miedzy Łodzią, Warszawą a Wrocławiem. W każdym z tych miejsc jest taki przystanek, z którego (o ile nie prześpię!) docieram w 15 minut do teatru. Wskakuję w każdym z nich w inną skórę niż na co dzień i zarażam młodych widzów mądrą myślą, pozytywną energią i dobrym nastawieniem do świata. A przynajmniej się staram!
Wrocław czy Białystok?
Ukończyłem białostocką Akademię Teatralną, która wierzcie lub nie, ale jest jak Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie! To w jej murach nauczyłem się chodzić, latać, śmiać, płakać i wstawać o 7 rano. No chyba, że spałem dłużej i chodziłem na WF dla dziewczyn.
Przed wejściem na scenę…
Zazwyczaj nie wierzę, że to się dzieje! Czasami, kiedy kurtyna jest jeszcze zamknięta, albo otwarta, a ja po prostu chowam się w kulisie, za parawanem, albo za elementem scenografii przychodzą mi takie myśli, że przecież zawsze chciałem to robić! I nagle... Oooo! Po latach stoję sobie tutaj i wykonuję dokładnie ten zawód, o którym marzyłem! Wtedy uśmiecham się pod nosem, wybrzmiewa gong, a ja… No cóż, pomimo, że to oczywiście kawał ciężkiej, fizycznej pracy - po prostu bawię się świetnie!
Rola, której nigdy nie zapomnę…
To rola Odda w spektaklu „Odd i Luna” w reżyserii Przemka Jaszczaka we Wrocławskim Teatrze Lalek. Oprócz poczucia bliskości z samą postacią Odda, którego po prostu pokochałem całym sobą, był to pierwszy raz w trakcie mojej drogi zawodowej, już po szkole, kiedy zmierzyłem się z lalką. Jest to żmudna praca, wymagająca skupienia i pogodzenia ze sobą wielu rytmów, nas aktorów z lalką i lalek samych ze sobą. Jednak przy odrobinie szczęścia, pokory i zgranym zespole można osiągnąć naprawdę piękną iluzję i przenieść widza chociaż na chwilę w zupełnie inny świat. A to za to najbardziej kocham teatr lalek, teatr formy… Że my tu czasem naprawdę latamy!
Rola, na którą czekam…
Rola, z którą najbardziej chciałbym się zmierzyć to Kai z „Królowej Śniegu”. Kai jest dobry, troskliwy, zły, arogancki, zagubiony, stęskniony, sfrustrowany, opętany – jest po prostu paletą barw i emocji, z którymi chciałbym się kiedyś spotkać na scenie.
Ulubione miejsce w naszym teatrze…
Górne foyer. Jest to duża przestrzeń z ogromnymi oknami i miękkimi poduchami, w których można się zatopić. Koło godziny 14, kiedy w teatrze jest już pusto i cicho, można tam leżeć i czytać książki w blasku słońca, wpadającego przez okna.
Najgorszy dzień w pracy…
Jechałem na próbę do teatru w Kaliszu. Za oknami pociągu był kwiecień, świeciło słońce, drzewa nabierały zielonego koloru. Jechałem przez pół Polski i nagle w połowie drogi zaczął padać śnieg. Wjechałem do małej miejscowości, w której miałem przesiadkę. Dowiedziałem się, że mój kolejny pociąg jest opóźniony dwie godziny, telefon rozładował mi się od mrozu, więc ruszyłem w tę małą miejscowość, aby znaleźć telefon i zadzwonić do teatru, że się spóźnię. Okazało się, że miejscowość jest odcięta od prądu przez śnieg, wróciłem więc na stację, gdzie odkryłem, że mój opóźniony pociąg był tu przed chwilą i już pojechał dalej. Zostałem więc w letniej kurtce, z wielką walizką, bez telefonu, w śniegu i na mrozie, na trzy godziny, czekając na kolejne połączenie.
Marionetka czy pacynka? 
Kiedyś myślałem, że pacynka, bo jest szalona i łatwiej nią pokazać emocje. Odkąd pracuje w Arlekinie i wszedłem na trzymetrowy pomost wiszący nad sceną, z którego animuję marionetką pantery na dłuuuugich niciach odkryłem w tym też niezłą frajdę!
Kiedy nie gram…
To gotuje! To moja druga pasja, zaraz po aktorstwie. Kuchnia jest w zasadzie podobnym miejscem do sceny. Kiedy w niej jestem, totalnie zatapiam się w jej świat.  Ma swoje przepisy, receptury, zasady, ale można też czasem puścić wodze fantazji i wyczarować coś pysznego! A nawet, jak nie wyjdzie i coś przypalę, to każdy przepis nauczył mnie czegoś nowego.
Idealista czy realista?
Jestem chyba idealistycznym realistą. Ze wszystkiego potrafię wyciągnąć naukę na przyszłość.
Gdybym mógł wszystko zmienić…
To chciałbym, żebyśmy mieszkali na Wenus. Jest ponoć najcieplejszą planetą w układzie słonecznym.
Na bezludną wyspę wziąłbym…
Keczup.  Wszystko, co z keczupem jest pyszne – gdyż smakuje jak keczup.
Mam słabość do…
Kinder czekolady.
W życiu kieruję się...
Chwilą i czerpię, z niego jak najwięcej.
Zawsze znajdę czas…
Na drzemkę!
W Łodzi kocham i nie znoszę…
W Łodzi kocham ulicę Piotrkowską, a nie znoszę braku wieżowców. Mogliby w niej postawić choć jeden drapacz chmur, żebym mógł wynająć mieszkanie naprzeciwko niego i czuć się, jak w wielkim mieście!
Odpoczywam…
Kiedy jestem blisko natury. Najlepiej w parku, czy w lesie wśród śpiewu ptaków.
Lubię…
Jeść i gotować.
Nie lubię...
Zmywać.
Koty czy psy?
No jasne, że psy!
Morze czy góry?
Chciałbym, żeby góry były nad morzem. Byłem w takim miejscu w Turcji, w którym, jak pływałem w morzu na materacu to patrzyłem na góry – idealne połączenie!
Ronaldo czy Messi?
Opowiedź jest prosta – MAGDA GESSLER!

SESJA FOTOGRAFICZNA: HAWA (Aneta Wawrzoła/Grzegorz Habryn)