karolina

NA WARIOGRAFIE: KAROLINA ZAJDEL


Jestem…

Odpowiedź na to pytanie jest tak złożona, że cokolwiek bym tu napisała, byłoby uproszczeniem, a więc nieprawdą. Nie lubię mówić nieprawdy. Jeśli kiedyś napiszę biografię, wtedy, czytelniku, dowiesz się wszystkiego (minimum 300 stron)!
Wrocław czy Białystok?
Studiowałam we Wrocławiu. Białystok jest uroczy.
Przed wejściem na scenę…
Trzeba się skupić na tym, co jest za chwilę do zrobienia. Nie mam żadnego rytuału czy rutynowej czynności. Każdy spektakl jest inny, każde granie jest inne, i ja każdego dnia jestem inna. Czasem rozpiera mnie energia, więc muszę się wyciszyć. Zdarza się, że pojawia się trema - wtedy próbuję skierować myśli na właściwy tor. Innym razem po prostu wykonuję swoją pracę, zwyczajnie, mając wszystko pod kontrolą. Przed wejściem na scenę konieczne jest nastroić się tak, jak muzyk nastraja instrument. Z rzeczy praktycznych: zawsze trzeba skontrolować rekwizyty i lalki przed spektaklem! Bo inaczej będą psocić!
Rola, której nigdy nie zapomnę…
I tutaj przypomina mi się teatralna anegdotka! 
Pewnego roku, mógł to być 2012, przed Świętami Bożego Narodzenia grało się w Arlekinie „Stworzenie świata” (w reż. Simony Chalupovej - przyp. red.). Aktorzy strasznie się pochorowali, grasował nieprzyjemny wirus. Nawet Boga nie ominęła owa niemoc - Jan Tomasz Pieczątkowski, grający Stwórcę, spoglądał z niebios, a bledszy był niż chmurka! Przywiozłam wtedy do pracy koleżankę - aktorkę, Emilię Dryję (wówczas Szepietowską), która grała Diablicę, a ja chciałam obejrzeć spektakl. Jednak grać tego dnia Emilia nie była w stanie, pokonał ją wirus… a widzowie byli już w Teatrze! Po szybkiej rozmowie z dyrektorem (Zagrasz? - Zagram!), założyłam kostium i po drugim dzwonku stanęłam w kulisie. Emilia w kulisach leżała. Spektakl się odbył. Zastąpiłam ją, a w czasie przedstawienia często znikałam ze sceny, żeby zapytać inspicjentkę CO DALEJ? A gdy już zupełnie nie wiedziałam co robić, nie mogąc zejść ze sceny, udawałam psa… Najbardziej emocjonujący był moment, w którym zostałam na niej jedynie z Bartkiem Brożyną, który tego dnia, tak, jak ja zastępowałam Emilię.... zastępował innego aktora, Pawła Sowę… Tej roli nie zapomnę. Zaznaczam: nie mojej roli!
Później jeszcze raz założyłam kostium Diablicy - kiedy odbywało się tak zwane „zielone przedstawienie”. „Zielone”, czyli ostatni spektakl zagrany dla publiczności przed zejściem tytułu z afisza. Wtedy wszystkie osoby, które pracują przy przedstawieniu, robią sobie większe lub mniejsze żarty, takie, z którymi aktorzy na scenie muszą sobie jakoś radzić, czyli najczęściej improwizować: kiedy dostaną inny rekwizyt, kolega zmieni tekst dialogu, czy zostanie przez akustyka włączony nieznany podkład muzyczny… W czasie tego „zielonego” przedstawienia miałam znowu szansę znaleźć się w obsadzie „Stworzenia świata” jako Diablica, ale już razem z Emilką. Takich momentów się nie zapomina! Niesamowitość teatru, przekraczanie ograniczeń, niepowtarzalność zdarzeń…
Rola, na którą czekam…
Na każdą rolę czekam. Ciekawi mnie każda kolejna rola. Nie z każdym spektaklem się potem pokocham, ale zawsze zaczynam z nadzieją. Nie mam w głowie konkretnej postaci, wymarzonej, którą pragnę stworzyć. Nie śnię o graniu jakichś ról, na przykład głównych, co mogłoby się wielu osobom wydawać czymś oczywistym. Lubię być po prostu częścią inscenizacyjnych układanek i cieszy mnie, gdy postaci, które mam grać, są jak najbardziej różnorodne: nieważne, czy to pozytywna czy negatywna postać, plan lalkowy, czy tak zwany żywy, „główniak” czy „ogon”. 
Ja po prostu lubię grać.
Ulubione miejsce w naszym teatrze…
Scena. I to duża!
Najgorszy dzień w pracy…
Nie przypominam sobie najgorszego dnia… Takiej szufladki w pamięci nie mam.
Marionetka czy pacynka? 
Marionetka. I to długoniciowa! 
Pacynka najlepiej stopą...
Kiedy nie gram…
Jak w teatrze, tak i poza nim, raczej nie działam według utartych schematów. Wciąż dzieje się coś nowego. Nowe zainteresowania, które mnie pochłaniają na długie miesiące, zmiana, jakiś nowy cel, zmiana, nowy projekt, zmiana… Każdy miesiąc, każdy tydzień wygląda inaczej. Robię dużo ciekawych rzeczy, a czasem też bardzo nieciekawych, tylko takich, które sprawiają mi radość. Na pewno nie potrafię się nudzić.
Kiedy nie gram, nie nudzę się.
Idealistka czy realistka?
Staram się być realistką. Ludzie widzą we mnie często idealistkę czy optymistkę, a w rzeczywistości jestem pesymistką.
Gdybym mogła wszystko zmienić…
Mogę wszystko zmienić.
Na bezludną wyspę wzięłabym…
Nóż. 
Mam słabość do…
Ludzi. 
W życiu kieruję się...
Po prostu żyję. Nie kieruję się żadnymi wzniosłymi ideami. Za mną różne etapy i różne „myśli” tych etapów życia. Teraz najczęściej po prostu szukam radości i chciałabym, żeby ludzie wokół mnie też czuli się dobrze. Im mniej, tym więcej.
Zawsze znajdę czas…
Czas mi ucieka, łapię go i chwycić nie mogę. A co dopiero go znaleźć bez wysiłku! Chociaż w ciągu ostatnich tygodni (czas pandemii - przyp.red.) udało mi się codziennie wygospodarować jakiś czas na naukę języków… Czyżby zaczęła pojawiać się w moim życiu rutyna?
W Łodzi kocham i nie znoszę…
Jestem już ponad 10 lat zakochana w Łodzi. Ja wiem, co się o niej mówi. Wiem, że nie ma dobrej opinii. Ale kocham ją za to, że idzie do przodu - waleczna, skomplikowana i silna - choć bagaż ma ciężki. Łódź mnie wzrusza. Przykład: drewniane komórki na Bałutach (kilka przed moim oknem). Mogłabym nie znosić tego widoku, a rozczula mnie on. No, zakochana jestem!
Odpoczywam…
Podział na „pracę” i „odpoczynek” w moim osobistym słowniku wprowadziłam, żeby zrozumialej komunikować się z resztą świata. W praktyce często mi się ta granica zaciera. Czasem praca jest tak komfortowa, że czuję się dzięki niej jak nowonarodzona  a regeneracja ciała we śnie - wystarczy.  Za to czas wolny potrafi być niezwykle uciążliwy, kiedy nie mam z jakiegoś powodu komfortu psychicznego. 
Taki zrozumiały dla wszystkich odpoczynek mam, kiedy jestem u siebie w mieszkaniu i nic nie muszę - tam zawsze jest coś przyjemnego do zrobienia; albo na wycieczkach z moim narzeczonym. To są takie beztroskie chwile, kiedy nawet nie przypominam sobie, że mam telefon.
Lubię…
Och! Tyle rzeczy lubię! Szkoda miejsca na serwerach na wypisywanie tu tego wszystkiego! Na przykład lubię jeść, lubię zioła i oleje.
Nie lubię...
...nadmiaru. Nie lubię za dużo jeść.
Koty czy psy?
Koty i psy.
Morze czy góry?
Ojej… i morze i góry!
Ronaldo czy Messi?
Ani Ronaldo, ani Messi :)

SESJA FOTOGRAFICZNA: HAWA (Aneta Wawrzoła/Grzegorz Habryn)